Wegetarianizm nie oznacza niejedzenia mięsa!

wegetariańskie smoothie

Wegetarianizm nie oznacza niejedzenia mięsa, co więc oznacza? O tym za chwilkę. Najpierw krótkie prowadzenie.

Często spotykam się z osobami, od których słyszę, że dieta, oprócz tego, że ma zrobić co trzeba, musi być także wegetariańska. Świetnie, myślę sobie, ze zdecydowanymi ludźmi dużo łatwiej się pracuje. Czasami jest trochę śmiesznie, gdy ktoś zaraz po „dzień dobry” przedstawia się: „Anna Kowalska, jestem wegetarianką„, trochę jak w żartach o studentach prawa:

„- Dzień dobry, poproszę Big Maca.

– Dzień dobry, jestem studentem prawa, z frytkami, czy bez?”

Po tych wegetariańskich oświadczeniach uprzejmie zapytowywuję o wegetariańskość diety i cóż często słyszę w odpowiedzi? Że wegetariańska, to i owszem, ale z rybami, ba, czasem nawet z kurczakiem! Hmmm, czyli jaka?

Se-mi-we-ge-ta-riań-ska!

Wegetarianie „z krwi i kości” czyli wybierający ten sposób żywienia z pobudek moralnych i ekologicznych, właśnie w tej chwili zżymają się niemiłosiernie, jak zawsze podczas rozmów o pesco- (z rybami) czy pollowegetarianizmie (z drobiem!). O ile my, społeczeństwo, do wegetarian spożywających ryby jakoś się przyzwyczailiśmy (jakby uznając, że ryba nie ma mięsa), to kurczak zdecydowanie nam do wegetarianizmu nie pasuje, a co dopiero wegetarianom. Argumentacja jest następująca. Fragment jednego z otrzymanych maili:

„Nie ma semiwegetarianizmu, to błąd leksykalny. Semiwegetarianizm = niewegetarianizm. Dlaczego? Dlatego, że wegetarianizm oznacza niejedzenie zwierząt. Żadnego mięsa. Osoba jedząca ryby nie jest wegetarianinem, nie jest też semiwegetarianinem, bo nie można jednocześnie jeść mięsa i go nie jeść. Albo się jest człowiekiem, albo się jest niesporczakiem, nie można być semiczłowiekiem, seminiesporczakiem, czy niesporczakoczłowiekiem, pomijam hybrydy i problemy natury psychicznej. Ktoś, kto je jakiekolwiek części ciała zwierząt nie jest wegetarianinem! I już. Z definicji. Nie ma się co obrażać. Dieta z mięsem nie jest wegetariańska, ani semiwegetariańska. Jest dietą, wg nomenklatury, „racjonalną”.”

I bądź tu mądry dietetyku, który naukę języka polskiego zakończyłeś na poziomie matury. Aby więc rozwiać wszelkie wątpliwości i mieć solidne argumenty podczas kolejnych dyskusji, swoje kroki skierowałam do poradni językowych, w pierwszej kolejności do mojego guru językowego, prof. Piotra Müldnera-Nieckowskiego, prowadzącego Lekarski Poradnik Językowy.

Wysłałam zapytanie:

„… . Wegetarianizm z definicji jest bezmięsnym sposobem żywienia, czy więc użycie przedrostków pollo-, ichtio- i semi- jest w tym przypadku prawidłowe? Czy można być człowiekiem niejedzącym mięsa (każdego gatunku), jednocześnie je jedzącym (ryby, drób)? A może poprawniej byłoby użyć określeń: ichti(o)tarianizm (pescotarianizm), pollotarianizm, w ślad za fleksitarianizmem? …”

W odpowiedzi otrzymałam:

„… . Problemy z tymi wyrazami biorą się stąd, że ludzie, którzy się nimi posługują, odwracają ich znaczenie. Wyrazy te kładą nacisk na jedzenie roślin, a nie na niejedzenie mięsa. Tymczasem słowo wegetarianizm ma znaczenie: ‚systemowe spożywanie roślin’.

Wyraz ten opiera się na rdzeniu -weget-, który wywodzi się z łacińskich vegetus ‚żywy’, vegetare ‚ożywiać’, w czasach nowożytnych przekształconych do angielskiego vegetal i francuskiego végétal ‚roślinny’, potem w podobnej postaci przeniesionych do polszczyzny.

Morfem -wegetar- oznacza więc coś roślinnego. Kiedy się to weźmie pod uwagę, stanie się jasne, co znaczy np. pescowegetarianizm: jest to ‚jedzenie roślin i ryb’, bo pesce to po włosku ‚ryba’, od łacińskiego piscis. Wyraz ten nie oznacza niejedzenia mięsa, ale jedzenie roślin i ryb, bo  znaczenie „mięsne” jest wtórne i pozajęzykowe, a wynika dopiero z tego, że jeśli ktoś z zasady je rośliny i ryby, to nie je mięsa; czyli wynika z praktyki stosowania reguł jedzenia roślin i ryb, a nie z samych tych reguł.

Z wyrazów, które zawierają składnik -wegetar- lub jego części (np. -tar-), powstają pochodne na zasadzie analogii znaczeniowej albo brzmieniowej. Tak jest skonstruowany np. wyraz frutarianizm (od ang. fruit – owoc) czy wyraz pollotarianizm / pullotarianizm (od łac. pullus – kurczę, kurczak).

Wszystkie przytoczone przez Panią wyrazy pod względem językowym zostały utworzone poprawnie. Aby zrozumieć, co znaczą, trzeba jednak każdorazowo analizować udział znaczeniowy ich składników. …”

Z tego wynika, że nawet drobiowe nugettsy z surówką, kurczak z rożna z frytkami czy też kanapka z pasztetem drobiowym i pomidorem są posiłkami wprawdzie pollo-, ale wegetariańskimi, bo jest i drób – pollo i warzywka – wege. Nie tak to sobie wyobrażają wegetarianie … .

Nie byłabym sobą, gdybym nie dopytała o tę „systemowość” wegetarianizmu oraz o znaczenie końcówek wyrazów, czyli o „-rianizm”. Odpowiedź Pana Profesora była następująca:

„… . Co do „systemu” i „systemowości”. Lepiej nie używać adekwatniejszego słowa „doktryna”, bo wegetarianie natychmiast się obrażają; większość wegetarian twierdzi, że ich sposób odżywiania jest naturalny, a nie żaden doktrynalny ani doktrynerski. O ile odżywianie ogólnie traktujemy jako niesystemowe przyjmowanie dowolnych pokarmów akceptowanych przez organizm i instynktownie dostosowanych do jego potrzeb i nie nazywamy go dietą (lub nazywamy dietą normalną, zwykłą, ogólną itp.), o tyle w pewnych sytuacjach stosuje się wymyślone przez człowieka sposoby odżywiania, które są dietami szczególnymi i zakładają przyjmowanie zdefiniowanej grupy pokarmów (nieraz także określają sposób ich przygotowywania i podawania), a więc według jakiegoś przyjętego systemu.

Systemów takich jest wiele. Należą do nich m.in. diety terapeutyczne, eliminacyjne itp., które mają podstawy w danych naukowych i wskazaniach medycznych (w tym sportowych itd.).

Są także diety systemowe wynikające z ideologii odżywania, w mniejszym stopniu oparte na wiedzy naukowej, czasem w ogóle ją ignorujące. Niekiedy mówi się nawet ironicznie o „religii odżywiania się”. Wśród nich są diety wywodzące się ze świadomego (tzn. nie obyczajowego, nie kulturowego, narodowego itd., ale wymyślonego i stale analizowanego) wegetarianizmu, który jak się wydaje, był pierwszym systemem tego rodzaju.

„System” zatem oznacza tu łącznie: ograniczony dobór (listę) pokarmów, sposoby ich przygotowywania do spożycia i uzasadnienie stosowania określonej diety (stałej lub chwilowej).

Co do drugiego członu nazw tych systemów. Ich twórcy są nieznani (nie wiadomo, kto był pierwszy). Często były one tworzone w toku dyskusji, a utrwaliły się w nazewnictwie jako najwygodniejsze. Nazewnictwo to wciąż jest potoczne, nienaukowe, choć nauka powoli je przejmuje. Dowodem na to jest funkcjonowanie synonimów nazw różnych typów diet „świadomych” (w nauce rzadko występują synonimy terminów). Nazwy te wykorzystują różne elementy wyrazu wegetarianizm, czasem wyrazów pochodnych, jakieś ich przetworzenie względem pierwotnego morfemu, np. -wegetarian-, -wegetaria-, -wegetar-, -wegeta-, -geta-, -tar-, -ria- itd., tak aby wskazywały na jakąś niesioną treść oraz związek z „wegetarianizmem”, a więc (o to Pani pyta) „sposobem odżywiania / zestawem pokarmów przyjmowanych”. W każdej nazwie jest trochę inaczej, ale wszystkie nawiązują do spożywania roślin.

Końcówka -izm oznacza teorię albo doktrynę, a także system, natomiast -anin / -anka osobę stosującą, wyznającą lub zajmującą się taką teorią, doktryną, takim systemem. …”

Nic dodać, nic ująć, wszystko jasne i oczywiste. Serdecznie dziękuję za dogłębne wyjaśnienia Panu Profesorowi, który jest skarbnicą wiedzy o języku w medycynie i naukach pokrewnych. Jestem ciekawa, co na to wegetarianie?

Załączam również otrzymaną od Profesora tabelę:

To samo zapytanie wysłałam do kilku poradni językowych, dla porównania odpowiedź z Poradni Językowej Uniwersytetu Zielonogórskiego:

„Szanowna Pani,

użycie przedrostków jest uzasadnione. Uściślają one zakres znaczeniowy wegetarianizmu.

Z pozdrowieniami

Poradnia Językowa UZ”

Niby odpowiedź taka sama, ale … .

Po kilku dniach otrzymałam jeszcze maila z Poradni Językowej Uniwersytetu Łódzkiego:

Wszystkie wyrazy, które Pani wymieniła, niezależnie od swojej etymologii, do polszczyzny przedostały się z języka angielskiego i naśladują formy właściwe dla tego języka. Można zatem powiedzieć, że niekonsekwencja, na którą zwraca Pani uwagę powstała w jęz. angielskim, a w polszczyźnie jest kontynuowana, zapewne podobnie, jak w innych współczesnych językach, ponieważ wyrazy, o których mowa, są to tzw. internacjonalizmy.

A co do samej istoty – budowa wyrazu  semiwegetarianizm, jest prawidłowa, oznacza on bowiem częściowy wegetarianizm, czyli podstawa wegetarianizm jest tu właściwa. Co do pozostałych form oznaczających rodzaje wegetarianizmu, takich jak pollowegetarianizm, ichtiwegetarianizm, pescowegetarianizm itp., po pierwsze dość trudno byłoby ustalić, jak powinien wyglądać przyrostek tworzący nowe, być może rzeczywiście bardziej logiczne określenia (-tarianizm nie jest najszczęśliwszym pomysłem, ponieważ cząstka –tar- należy do łacińskiego wyrazu vegetarius, więc może raczej –anizm?), a po drugie, sądzę, że mają one jedną przewagę nad ichti(o)tarianizmem (pescotarianizmem), pollotarianizmem, tzn. bardziej jednoznacznie kojarzą się ze zjawiskiem, którego dotyczą, co ma znaczenie, zwłaszcza dla niewtajemniczonych. W przypadku zjawisk o tak szerokim zakresie i tak wewnętrznie zróżnicowanych, nie można oczekiwać szczególnej konsekwencji nazewniczej, co oczywiście nie przeszkadza, żeby samemu zastosować jakiś spójny i logiczny system tworzenia kolejnych określeń.

Izabela Różycka

A dla wytrwałych – niesporczak, prawda, że słodki?

Waterbear-extremophile

 

 

Piśmiennictwo:

Lekarski Poradnik Językowy

Poradnia Językowa Uniwersytetu Zielonogórskiego

Poradnia Językowa Uniwersytetu Łódzkiego

4GIFs.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *