PROLOG + zdjęcia

Prolog, czyli słowem wstępu

Chyba każdy zna kogoś, kto co jakiś czas, z powagą na twarzy i błyskiem w oku deklaruje, że bierze się za siebie od poniedziałku, gdzie branie się za siebie oznacza oczywiście odchudzanie, czyli w zamyśle dietę i czasami też jakąś aktywność fizyczną. Głównie w zamyśle, bo w praktyce wygląda to różnie. I nie jest ważne czy ów ktoś waży 60 czy 150 kg. „Branie się za siebie od poniedziałku” jawi mi się jako nowa dyscyplina wśród naszych nieoficjalnych polskich sportów narodowych, gdzieś pomiędzy malkontenctwem, grillowaniem a zamiłowaniem do zbierania grzybów.

Z racji wykonywanego zawodu, spotykam takich ludzi codziennie na swojej drodze. Jednym się udaje, innym mniej. Sukces przecież zależy od bardzo wielu czynników, w dużej mierze od intensywności motywacji, ilości wolnego czasu jakim dysponujemy, rodzaju wybranej diety i perspektywy długości trwania tego całego procesu. Bo jak się ma przed sobą jakieś trzy miesiące zaciskania pasa, to jeszcze ujdzie, no ale rok – to już gorzej. Tym bardziej, że po drodze święta, urlopy i spotkania przy suto zastawianych stołach czy grillach. I jak tu przetrwać ten dietetyczny survival?

Jedna z kandydatek do wzięcia się za siebie od entego już poniedziałku, nasza bohaterka – uzależniona od cukru babeczka 40+, pracownik umysłowy narzekający na brak wolnego czasu.

110 kg żywej wagi

Niemożność zapięcia ulubionych jeansów, stąd zamazana nie tylko twarz, ale i niedopięte spodnie. Swój wielki brzuch pieszczotliwie nazywa ciążą spożywczą, a swój wielki tyłek – wielkim pośladem. Uroczo.

Wcześniejsze, domowe pomiary poziomu glukozy wskazują na zaburzenia gospodarki węglowodanowej – stan przedcukrzycowy i najprawdopodobniej insulinooporność. Motywacja – nędzna. Przewidywany czas terapii w wersji optymistycznej – rok, w wersji bardziej realnej – przynajmniej półtora roku do dwóch lat. Prawdopodobieństwo uzyskania zamierzonego efektu wygląda blado (ze względu na mizerność motywacji).

Zapytała, co myślę o diecie ketogennej

Uważam, że to dobry wybór. Z doświadczenia wynika, że ograniczenie spożywanych węglowodanów do minimum jest świetnym remedium na stan przedcukrzycowy, a poza tym, rezygnacja ze słodkiego smaku pomaga w zapanowaniu nad napadami wilczego rzucania się na jedzenie. Ponadto, zdecydowana większość osób będących na diecie ketogennej nie odczuwa głodu, czasami zapominając wręcz o jedzeniu! Dla łasuchów i cukroholików to chyba dobra wiadomość.

Dieta uzgodniona – ketogenna z intermittent fasting.

Ale na czym polega dieta ketogenna?

Kolokwialnie mówiąc – na jedzeniu sporej ilości tłuszczu, jest to bowiem dieta wysokotłuszczowa, niskowęglowodanowa i normobiałkowa. A  co to oznacza? Że nie jemy tradycyjnego chleba, makaronów, kasz, bardzo ograniczamy owoce i trochę też warzywa, a mięsko, jego przetwory i produkty mleczne limitujemy. Jemy głównie tłuszcz : ). To tak bardzo ogólnie. Metabolicznie sprawa jest bardziej skomplikowana, gdyż chodzi o to, aby organizm przestał wykorzystywać glukozę jako główne źródło energii, a „przerzucił się” na ketony, czyli związki powstające z tłuszczów, zarówno tych, które zjadamy, jak i z tłuszczu naszego własnego. A żeby tak się stało, trzeba sobie narzucić ścisły reżim żywieniowy, w tym przypadku na dłuuuugie miesiące, a może nawet lata.

Jedni wręcz z uwielbieniem, dobrowolnie stosują ten sposób żywienia, zagorzale go propagując, inni stukają się w głowę …, ale nie o tym.

A co to ten intermittent fasting?

Polskie tłumaczenie – przerywany post, czyli sposób żywienia zakładający, że się je tylko w określonym przedziale godzin w ciągu doby, a w pozostałych godzinach tej doby się nie je, czyli pości. Można powiedzieć, że w zasadzie każdy stosuje jakiś intermittent fasting, bo przecież w jakichś tam godzinach je, a w pozostałych pości, np. gdy śpi. Jednak zwolennicy tej metody zakładają trochę inne proporcje czasu jedzenia do niejedzenia. Gdy przeciętny Polak je, powiedzmy, od 7 do 22 (15 godzin jedzenia i 8 postu), to stosujący intermittent fasting na jedzenie przeznaczają sobie 4, czasem 6 lub nawet 8 godzin, a na poszczenie resztę doby. Bo jak sama nazwa wskazuje, ma to być głównie post, przerywany jakimś czasowym okienkiem na jedzenie. Nasza bohaterka będzie spożywała trzy posiłki pomiędzy godziną 9 a 15. Po godzinie 15 aż do 9 rano następnego dnia tylko woda. Czyli 18 godzin postu na dobę.

W trakcie diety będziemy wykonywały analizę masy i składu ciała, pomiary glukozy we krwi oraz ketonów we krwi i moczu. Przez dwa pierwsze tygodnie pomiary zamierzamy wykonywać codziennie, a potem raz w tygodniu.

Babeczkę będę nazywała Panią S. (PS). Obiecała, że ujawni swoje imię i nazwisko oraz twarz, gdy tylko osiągnie zakładany cel, chociaż dla większości osób i tak nie będzie miało to żadnego znaczenia.

Tak więc oto historia pewnej kobiety, która zdecydowała się schudnąć aż 50 kg z pomocą diety ketogennej. Jestem bardzo ciekawa, co nam się uda osiągnąć. Tak wiele osób odniosło już sukces idąc tą drogą, każdego dnia walcząc ze swoimi słabościami. Mam głęboką nadzieję, że uda się i tym razem, a powyższe zdjęcia stanowić będą za kilkanaście miesięcy dowód siły jej charakteru.

Mocno trzymam kciuki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *